6 wrz 2015

Część 2, Rozdział VI




Perspektywa Claudie
Wstałam wcześnie rano. Przyznam, że w nocy nie mogłam zasnąć, wczorajszy dzień był dla mnie zbyt ciężki. Stefano chciał mnie zabić? To pytanie męczyło mnie bez przerwy. A jeżeli nie mnie, to kogo? Fakt, nie zachowywał się normalnie, ale to nie znaczyło od razu, że mógłby być mordercą. W końcu znałam go tyle lat, a jedyne co mógł zrobić drugiej osobie to wsadzić jej nóż w brzuch albo ewentualnie w serce, czasami też szarpał się z pedofilami, ale oprócz tego przecież wszystko było w porządku. Tak jak cały on i jego racjonalne podejście do życia i całego świata. Na śniadanie zrobiłam sobie zupkę chińską, ponieważ podstawą było dla mnie zdrowe odżywianie. Usiadłam na kanapie, włączyłam telewizor nie mogąc przegapić powtórki Warsaw Shore.
-Ach...Ten Trybson jest taki inteligentny...szkoda, że muszą już odchodzić z programu, jednak oczywiste jest to, że ważniejsza jest dla nich ich mała córeczka.-mruknęłam. -I ma taką mądrą żonę...sama chciałabym taka być.
Nie mogąc dłużej zachwycać się zwykłymi ludźmi, włączyłam TVN, gdzie akurat leciał Mam talent. W tej samej chwili do salonu weszła Dohota. Tak, mamy salon, w końcu dostajemy dofinansowanie od firmy "Pomóż biednym dzieciom w gimnazjum, które zachodzą w ciążę". Nie, żeby któraś z nas była w ciąży, po prostu lubimy dostawać pieniądze. 
-Co oglądasz?-zapytała siadając koło mnie.
-A nic szczególnego, po prostu wciąż nie mogę zapomnieć o tym co wczoraj odkryłyśmy.-odparłam ze smutkiem w głosie.
-Ej, patrz on wygląda jak Stefano!-pokazała swą syrą w stronę telewizora śmiejąc się w niebo głosy.
Jednak moją uwagę przykuł telewizor. Na początku myślałam, że się przewidziałam, ale z każdą dłuższą chwilą wiedziałam...
że to jest on.
Stefano poszedł do mam talent. 
Energicznie chwyciłam swą nieogoloną dłonią za pilot i wyłączyłam telewizor.
-Nie jestem w stanie oglądać tego, jak on robi z siebie pośmiewisko!-wykrzyczałam na cały dom.
-Dopiero teraz to zauważyłaś?-zapytała, a ja poczułam na swoim policzku uderzenie od spoconej syry mojej przyjaciółki.
-Uderzyłaś mnie ty kurwo!-warknęłam z poirytowaniem
-Nie uderzyłam cię!
I w tym momencie zadzwonił telefon. Spojrzałam na wyświetlacz komórki i nie myliłam się. Był to Cristiano. Bez wahania odebrałam, mówiąc swym pięknym głosem koczkodana:
-Halo?
-Czy to nasz Stefano w telewizji? Nie wierzę, że mu na to pozwoliłaś.-w tle usłyszałam plusk wody-Kurwa sorry...
-Zadzwoń do mnie jak przestaniesz mieć problemy ze sraniem, bo na razie to sam lepszy nie jesteś.-odparłam
-Jeszcze niedawno nakładałaś sobie moje gówno na skórę by polepszyć jej kondycję, więc nie pieprz teraz, że masz na moje kloce wyjebane
-Słuchaj, to było zanim, zacząłeś się zajmować nielegalną dostawą kloców i rozpocząłeś swój własny biznes, kończąc umowę ze mną.
-Będziesz mi to wypominać do końca życia, że wole seksowne foczki w skąpej bieliźnie?
-O ile się nie mylę, to jesteś kobietą, więc powinieneś zmienić swą orientację. Czego chcesz?-powiedziałam z nutką sarkazmu.
-Gdybyś dała mi powiedzieć, może byś się dowiedziała, że twój Stefano wylądował w szpitalu, ponieważ został pobity przez jakiegoś gangstera.
-Co?...

----------
Zaczyna się okres, w którym myślę więcej niż powinnam. Uczcie się pilnie. Pozdrawiam wszystkich moich kochanych pupciów. Najgorzej jest w nocy kiedy mój mózg tworzy jakieś dziwne historie.
Jutro do 17 także...czuję, że się starzeję.;)


3 komentarze: