Perspektywa Claudie
-Co?...
Złapałam w moje dwie spocone dłonie jedną ze swoich zadbanych syr. Zaczęłam ją głaskać, nie mogąc uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałam.
-Jak to w szpitalu?-spytałam zdziwiona.
-Nie wiem dokładnie o co chodzi, myślę, że sama musisz pojechać tam i dowiedzieć się o co chodzi.
-Racja, zadzwonię później.-rozłączyłam się i pobiegłam bez chwili zastnowienia do samochodu, nie mówiąc nic Dohocie. Mój mały słodki Stefano leży w szpitalu. To pewnie moja wina, pewnie zrobiło mu się przykro, że byłam na niego zła z powodu takiego, że mnie zdradził. Powinnam mu wszystko wybaczyć tak jak zawsze, ponieważ on jest najromantyczniejszym człowiekiem na ziemi i nigdy się z nim nie nudzę.
Jadąc samochodem zdążyłam oczywiście wjebać się w drzewo, może dlatego, że nie mam prawa jazdy i ukradłam samochód Dohocie, która zakupiła go tylko po to by urządzać w nim tzw "samochodowe karaoke". Rozjebałam cały bagażnik, ale przecież moja miesięczna pensja 200 zł starczy na to by zapłacić za naprawdę samochodu. Cieszę się tak szczerze mówiąc, że mieszkam w kraju, w którym średnie zarobki na miesiąc są jedne z najwyższych w całej Europie. Włączyłam radio dla uspokojenia nerwów. Akurat leciała jedna z moich ulubionych piosenek.
-Je veux ton amour, et je veux ta revenge, je veux ton amour*1...aj dont łona bi freeendsss...
Uśmiechnęłam się na samą myśl starego hitu Lady Gagi. Wcisnęłam syrą gaz, aby szybciej dojechać na miejsce.
Weszłam szybko do szpitala, nie pytając się nikogo o zdanie wpierdoliłam się do sali, w której był Stefano, mimo że jakiś goryl na mnie krzyczał, że teraz nie można, ale i tak weszłam, w końcu dla mojego aniołka wszystko.
-Stefano!-krzyknęłam widząc leżącego go tak samotnie.
-Odejdź Claudie...jeszcze się zarazisz.-mruknął ledwo słyszalnie
-O co ci chodzi? Przecież musimy porozmawiać...
-Wyjdź ty kurwiszonko!-krzyknął, na co moje włosy na rękach stanęły dęba.
-Aj łont jor low end twojego rewanżu, ponieważ ja i ty napisalibyśmy dobry romans...-zamruczałam, mając nadzieję, że w końcu poprawi mi się humor.
-Słuchaj, mam rozmowę, którą sam napisałem, jak nazwałaś mnie jebanym jebańcem i chciałaś żebym zdechł, jak pies, jak krowa, jak każde stworzenie na ziemi.
-Nie mówiłam tak...
-Znam ten scenariusz Claudia..-zanucił
-Musisz mi powiedzieć o co chodzi.
Chwyciłam jego malutkie, drobniutkie rączki, które chwile później muskałam kciukiem. Zaczęłam je delikatnie całować, wiedząc, że mój słodki Stefano się przy tym odpręża.
-I want your ugly...I want your disease*2-mój ukochany lekko skrzywił się na te słowa, ale po kilku chwilach odwrócił wzrok, więc nie mogłam wyczytać nic z jego pięknej twarzy.
-Powiedz coś..-spojrzałam na niego z błagalnym wyrazem twarzy.
I wtedy zadzwonił mój telefon. Po całej sali rozbiegła się piosenka "Nothing like us", dlatego specjalnie podgłośniłam dzwonek, aby wszyscy mogli to dokładniej usłyszeć i podziwiać tą wspaniałą, współczesną muzykę. Od razu się rozłączyłam, ponieważ ten czas chciałam spędzić ze Stefano. Wpatrywałam się w niego przez jakieś 10 minut, jak i nie dłużej.
-Jestem w ciąży, Claudia...
*1 Pragnę twojej miłości, pragnę się zemścić, pragnę twojej love
*2 Pragnę twojej brzydoty i choroby
---------------------------------
Ojej!
Rozdział w ciągu dni roboczych!
Też jestem zaskoczona.
Ogólnie to myślę czy nie przywrócić jakiejś postaci albo czy nie dodać nowej, więc jak ktoś ma jakąś specjalną propozycję, to piszcie na asku.
Dobranoc

