
Perspektywa Claudie
W tym momencie nie myślałam trzeźwo. Stefano działał na mnie jak żaden inny. Byłam pewna, że to mężczyzna mojego życia i że z nim chcę spędzić całą moją przyszłość. Wyobrażałam sobie nas jako wspaniałą rodzinę, ja, on i czwórka dzieci: słodka Kamilka, która byłaby ulubienicą mojego wybranka, Nathan (czy Dorian, chuj wie) oraz dwójka kretynów, których imion jeszcze nie wymyśliłam.
-Kochanie o czym tak myślisz?-z moich głębokich myśli wyrwał mnie Stefano, który zapewne kończył robić mi masaż. Nachylił się nade mną i pocałował mnie w czoło.
-Musimy o czymś porozmawiać-oznajmił
-Więc słucham-odparłam nie wiedząc czego mam się po nim spodziewać.
-Zdradzam cię...znowu...przepraszam.
Momentalnie zamarłam, zrobiło mi się słabo, a przed oczami widziałam ciemność. Kolejny raz...ten sam ból.
-Mam cukrzyce nie dociera to do ciebie?!
Wstał jak poparzony i rzucił telewizorem przez okno. Znowu, nie było w tym nic nowego.
Czułam ból..wielki ból. To z nim się pierwszy raz całowałam, pierwszy raz zajęczałam. Kurwa. A on tak fajnie sapał..
-Ja i tak zdycham no masz rację straciłem w twoich oczach no po chuj ci ktoś kto umiera.
Nie mogłam tego słuchać. Zabrałam swoje rzeczy i wybiegłam z kamienicy. Miałam dość jego i co najważniejsze jego dziwnych humorków. Postanowiłam nie wracać od razu do przyczepy, ale odwiedzić Cristiano. Stefano by mnie za to zabił, ale w tym momencie nie obchodziło mnie to.
***
Po 20 minutach dotarłam do mojego przyjaciela. Mieszkał on trochę dalej, więc droga ciągle mi się dłużyła. Zapukałam w drzwi, które mojemu zdziwieniu od razu się otworzyły.
-Widziałem jak szłaś.
-Ciebie też miło widzieć-oznajmiłam z sarkazmem
-Oj no wchodź już.
Jak powiedział tak i zrobiłam. Oczywiście nie obyło się bez kur, które właśnie siedziały na kanapie. Jak ten człowiek to wytrzymuje, przecież to chore.
-Pójdę do łazienki.-oznajmiłam na co mój przyjaciel lekko się skrzywił, jednak ja to zignorowałam. Dopiero później zrozumiałam o co chodziło...
Cała łazienka była obsrana. Cała, calusieńka. Żeby to posprzątać musiałby chyba ktoś zużyć tonę rolek papieru toaletowego. Kurwa to było obrzydliwe. Jak jeden człowiek mógł tak nasrać.
Po chwili zastanowienia zaczęłam jednak przyglądać się jego klocuszkom. Miały niejednorodną fakturę, co oznaczało, że musiał ich właściciel spożywać wiele urozmaiconych posiłków. W dodatku całkiem ładnie pachniało...jak na gówno przystało.
-Nic ci nie jest?-zapytał Cristiano z nutką przerażenia.
-Chłopie ty zamiast dupy masz armatę, która wyrzuciłaby 50 osobową grupę ludzi. Jesteś obrzydliwy
-Daj mi spokój dobra.-powiedział spokojnym tonem, jednak wiedziałam, że go tym uraziłam.
-Cristiano...-zrobiłam smutną minkę z nadzieją, że to na niego zadziała.
-No dobra. Co cię do mnie sprowadza? Na pewno nie kotlety mojej matki zapewne..
-Nie mogę odwiedzić swojego przyjaciela? Błagam...nie zawsze muszę coś od ciebie chcieć.-skłamałam, ale nie miałam już ochoty na kłótnie. Zwłaszcza po dzisiejszej sytuacji ze Stefano.
-Niech będzie, że ci wierzę. Tak na marginesie to mam wrażenie, że ten twój chłoptaś coś ukrywa.
Nawet nie wiecie jak wkurzające jest to, gdy nie chcecie o kimś rozmawiać, a osoba od tak zaczyna o tym kimś mówić.
-Ty się lepiej zajmij sprzątaniem łazienki, a nie wpieprzasz się tam gdzie nie powinieneś.
-To moja wina, że mam problemy i że ciągle mam biegunkę?
Gdy tylko usłyszałam jego pytanie, zaczęłam się śmiać. W dodatku ta jego poważna mina, która świadczyła o tym, że mówił serio.
-Wiesz co, jednak muszę iść.
***
Moim marzeniem było zasnąć we własnym łóżku. Niestety droga do mojej przyczepy wydawała się tak długa, że myślałam, że nie dojdę. W pewnym momencie poczułam dosłownie jak ktoś się na mnie rzucał. Od razu rozpoznałam ten zapach
-Jestem wampirem, teraz już nie uciekniesz...
-Nic ci nie jest?-zapytał Cristiano z nutką przerażenia.
-Chłopie ty zamiast dupy masz armatę, która wyrzuciłaby 50 osobową grupę ludzi. Jesteś obrzydliwy
-Daj mi spokój dobra.-powiedział spokojnym tonem, jednak wiedziałam, że go tym uraziłam.
-Cristiano...-zrobiłam smutną minkę z nadzieją, że to na niego zadziała.
-No dobra. Co cię do mnie sprowadza? Na pewno nie kotlety mojej matki zapewne..
-Nie mogę odwiedzić swojego przyjaciela? Błagam...nie zawsze muszę coś od ciebie chcieć.-skłamałam, ale nie miałam już ochoty na kłótnie. Zwłaszcza po dzisiejszej sytuacji ze Stefano.
-Niech będzie, że ci wierzę. Tak na marginesie to mam wrażenie, że ten twój chłoptaś coś ukrywa.
Nawet nie wiecie jak wkurzające jest to, gdy nie chcecie o kimś rozmawiać, a osoba od tak zaczyna o tym kimś mówić.
-Ty się lepiej zajmij sprzątaniem łazienki, a nie wpieprzasz się tam gdzie nie powinieneś.
-To moja wina, że mam problemy i że ciągle mam biegunkę?
Gdy tylko usłyszałam jego pytanie, zaczęłam się śmiać. W dodatku ta jego poważna mina, która świadczyła o tym, że mówił serio.
-Wiesz co, jednak muszę iść.
***
Moim marzeniem było zasnąć we własnym łóżku. Niestety droga do mojej przyczepy wydawała się tak długa, że myślałam, że nie dojdę. W pewnym momencie poczułam dosłownie jak ktoś się na mnie rzucał. Od razu rozpoznałam ten zapach
-Jestem wampirem, teraz już nie uciekniesz...
---------
Jest 1:51, a ja wlasnie skonczylam pisac ten rozdzial. Nienawidze uzywac polskich znakow, wiec docencie to poswiecenie. Jest teraz po 12 bo nie chciałam dodawać rozdziału w nocy. Następny rozdzial nie wiem kiedy bo jutro sadysta, a w czwartek kino.
Trolololo.
Tralalala.
Lalalalala.
Przepraszam nie byłabym sobą gdybym tego nie napisała.
Przy okazji nowa plejlista, myślę, że bardziej wam się spodoba.
Przy okazji nowa plejlista, myślę, że bardziej wam się spodoba.

NIE JESTEM W STANIE NIC NAPISAC BO SIE DUSZE OKAY . ? .
OdpowiedzUsuńBRACIR TO BYLO WSPANIALE .
POZDRAWIAM
TWUJ CICHY WIELBICIEL
-BRACIR
caluje ja po szyjce
Usuńtak na kanapce z pomirdorem ;D
najlepsze
OdpowiedzUsuńStefan